Dziś już wiem.
Błądzenie to ludzka rzecz.
Zawsze obciążone zwątpieniem jest.
I nie ma biegu wstecz.

Tak to już jest.
Wiele prób na drodze to tylko test.
Wiele z nich trzeba samemu przejść.
Na sobie doświadczyć i wiele znieść.

Nie da się tego obejść.
Chleba z różnych pieców trzeba zjeść.
I nikt nie wie, ile trzeba się naleźć.
Aby prawdziwą miłość odnaleźć.

Nieudawaną..., miłość taką,
aby nazwać dni imieniem jej.
Miłość nieobarczoną żadną maską.
Taką, aby żyć i oddychać dla niej.

Miłość taką gdzie słowa mają wagę.
Gdzie słowo kocham-cię,
nie pada tylko na gwiazdkę.
A, ufam Ci, nie wywołuje zgagę.

A jak już kochać,
to na maxa, permanentnie.
Każdym przeciwnościom losu sprostać.
Nieustannie, wiecznie.

Bez wątpliwości.
W tym świecie pełnym niepewności.
Bez podejrzliwości.
Wiedząc, że jesteś tylko w mojej codzienności.

...bo kochanie, to zrozumienie.
To początku końca wyzwanie.
I samego środka przetrwanie.
Kochanie to akceptacja i oddanie.