Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Tak bardzo, że oddechu było ci brak.
Tak bardzo, że zatykało cię …eeee…
Zatykało, kiedy ona była blisko …tak.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Tak bardzo, że gdy zasypiała,
ty zasnąć nie mogłeś, się bałeś, nie chciałeś.
Przytulając ją jak największy skarb, który światu ukradłeś.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Że nie chciałeś stracić żadnej chwili, kiedy była obok.
I nieważne czy to był dzień, czy zmrok.
Nie chciałeś stracić, bojąc się, że kolejnej mogłoby nie być.

A gdy w codzienność wkradała się złość.
Słów mocnych wymiana, nokautujący cios.
Mówiłeś sobie, kurwa dość ! Mam dość !
Czując się jakby z flaków w środku zrobił się bigos.

Po czym odzywał się twój wewnętrzny głos.
Mówiąc, Hej! Może ty masz dość…
Ale ja ogarnę ten bigos, zrobie potrawę na wynos.
Ale ty musisz wiedzieć, czy chcesz taką miłość.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Gdy nawet czułeś się upokorzony aż po skrajność.
Zamknięty w złotej klatce, jak zwierzę na Noego arce.
Pozwalałeś na to, tyle było w tym uczuć.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Tak bardzo, że pozwalałeś sobie na głowę wejść.
Oddając swoją przestrzeń w dobrej wierze.
Aby mogła dobrze się przy Tobie czuć.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo…
Tak bardzo, że uparłeś się, aby z tego coś wyszło.
Uparłeś się na nią albo uparłeś się na litość boską.
Cytując tutaj Wisławę Szymborską.

Kochałeś kiedyś tak, kochałeś ?
Pomimo zrozumienia braku, ciągle chciałeś.
Pomimo szacunku braku, ciągle myślałeś.
Pomimo wkurwienia, ciągle tęskniłeś.
Kochałeś kiedyś tak, kochałeś ?

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Pomimo słów dotkliwych aż po samą kość.
Słów niszczących radość, niszczących miłość.
A to przecież była prawdziwa miłość.

Po czym można było ją poznać ?
Nie dało się jej w nienawiść zamienić.
Wciąż wierzyłeś, że z tego mogło coś wyjść.
Wciąż wierzyłeś w prawdziwą miłość.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Odpuszczałeś wszystkie winy, dosłownie każde.
I Nie było tutaj zadość uczynienia.
Nie było rachunku sumienia.

Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Jedyne czego chciałeś to jej szczęścia.
Kochałeś kiedyś kogoś tak bardzo, że…
Zrozumiałeś, że pomimo bólu i cierpienia.

Jedyne co mogłeś zrobić dla szczęścia,
to pozwolić jej odejść z twojego życia.
Pozwolić by złamała ci serce, ale ocaliła duszę.
Zapisując ją w pamięci jako „kochałem niewłaściwą osobę”.

A tak naprawdę to nigdy się tego nie dowiesz.
Czy była właściwa, czy była błędem życiowym.
Wszystko, co było zostało zniszczone, czasu nie cofniesz.
Wszystko zostało już wspomnieniem zamglonym.