Drugie drzwi po lewej.
Wprost przed siebie mówię do niej.

Tak się zaczęła krótka historia o niej.
Pięknej i o aksamitnym głosie, długonogiej.

Była wiosna, tego dnia, deszcz okrutnie lał.
Niebo było czarne, a Bóg piorunami grzmiał.

Wtedy tuż przy wejściu, żem stał.
A w korytarzu wiatr głośno wiał.

Pojawiłaś się tak nagle, jakby ktoś Cię gnał.
Wbiegłaś wprost na mnie, dotyk dwóch ciał.

Doznałem wtedy déjà vu, taki strzał.
Ty chyba też poczułaś, głos Ci drżał.

Patrzyliśmy się na siebie a Twój urok, powalał.
Do tego stopnia, że nie pamiętam, co gadał.

Dopiero gdy puls opadł.
Drogę, żem Ci wskazał.

Po chwili zrozumiałem co żem na odwalał.
Pozwoliłem Ci odejść a co innego, żem chciał...

Gdybym cofnąć czas mógł...
Gdyby los inaczej chciał...

Dlaczego pozwoliłem Ci odejść !
Mój świat już długo potem Tobą pachniał.

Pragnienie me, jeszcze raz na Ciebie spojrzeć.
Pragnienie me, miłość bym Ci wyznał.

Wystarczyła chwila, żem się zawahał.
I odeszłaś, pewnie ktoś już mi Cię zabrał.