Kochał ją, ale ją skrzywdził.
Życie stawiło opór, był wściekły.
Była jego Lwicą, jego wszystkim.
Dokładnie taką, jaką sobie wyśnił.
Łzy mu ciekły po twarzy, wielkie jak cegły.
Złapał się za głowę i czuł, że nie da rady.
- Kurwa mać ! Wykrzyczał i wył…
Jak wilk do księżyca w pełni.
…
- Dlaczego… !
- Nie !
- Jak boli… !
…
- Skrzywdziłem ją… miał do siebie żal i garść pretensji.
- Skrzywdziłem moją Lwice… powtarzał bez przerwy.
- Kurwa mać ! Miało być Ja, Ty, My !
- Miało być pieprzone Infinity !
- Nieeeee !
- Ja, Ty, M..y..
- Twoje łzy, to moje łzy !
- B.o.l.i…
I nie mógł tego znieść, gdy przez myśli
przebiegały wspomnienia, kiedy razem byli.
Razem… Razem… Razem… stan nieziemski.
Ich wspólne chwile były piękne; byli szczęśliwi.
Teraz zostały tylko wspomnienia i wspólne zdjęcia.
- Skrzywdziłem ją…
Kobietę, którą kochał na maxa.
Kobietę, przy której czuł, że żyje, że oddycha.
Nie wybaczy sobie tego nigdy, to była jego wina.
Ale już nie ma odwrotu; nie pomoże, przepraszam.
Została mu tylko wiara, że była mu przeznaczona.
Że to była właśnie ona, ta jedyna i właściwa.
Że ich drogi znów się zejdą, gdy przyjdzie na to pora.
Ona…
Cudowna…
Jego Lwica…
A gdy nastała cisza.
Przyrzekł sobie, że się nie podda.
Wierzył, że nadejdzie ten właściwy czas.
Że los im drugą szanse da.
Czuł to w kościach; intuicja i powtarzał,
- że przyjdzie ten czas, ten na nas.
A wtedy będzie wiedział, co zrobić ma.
Bo tak się kocha tylko raz !
